Dostalysmy zaproszenie do Argentyny i mimo, ze nie bylo tego w ogole w planach... stwierdzilysmy- jedziemy!
Tymczasem jeszcze Boliwia...
Trafiamy do malego miasteczka Villazon,
tuz przy granicy argentynskiej. Po 3 dniach nocowania w dziwnych
miejscach, na terenach pustynnych, przemarzniete i brudne, marzymy tylko
o cieplym prysznicu i lozku...
Idziemy na poszukiwanie schronienia, wyboru zbytnio nie ma.
Dostajemy
pokoj (uwaga!) z polamanym kluczem i bez klamek... przez co nie mozemy
wydostac sie z niego przez jakis czas. O cieplej wodzie tez nikt tu nie slyszal...
Rano. Probujemy zalatwic jeszcze kilka spraw przed opuszczeniem Boliwii. Nie ma lekko...
Wszystko
na nie! Internet- nie, poczta- nie, ludzie nic nie wiedza. W sklepach w
ogole nie zwracaja na nas uwagi, pytamy - nikt nic nie odpowiada, albo
sa nie mili... What the fuck!?
Nic tu po nas, przechodzimy do Argentyny!
A gdzie jedziemy? Do miasta o wdziecznej nazwie Huhuj (Jujuy) :)
Docieramy w srodku nocy, ale proby skontaktowania sie z naszym gospodarzem spelzaja na niczym. Jakies problemy telefoniczne...
Musimy szukac miejsca na namiot, na szczescie jest cieplo. W koncu!:)
2.20
- uradowane znajdujemy idealne miejsce do rozbicia sie nad rzeka.
Wyjmujemy po kolei czesci namiotu... a tu zonk! Pourywane gumki w
kijkach. No to pieknie! Pospalysmy...
Ale nie poddajemy sie, naprawiamy.
4.40- nasz namiot cudem stoi, w koncu mozemy isc spac.
A nazajutrz... przyjezdza po nas nasz farmer-wybawca i zabiera do swojego raju.
Jego dom jest malo farmerski, raczej przypomina bogata rezydencje. Ale krowy sa i kury...
Jest pieknie...!
Odpoczywamy, powolnie saczymy kawe, cieszymy sie cisza, spokojem i cieplym wiatrem...
W koncu nie musimy nigdzie chodzic, nic szukac, nie zwiedzamy..:)
Totalny relaks... ARGENTYNA!
Niebieskie dżinsy i słomiane kapelusze. Wodospad słońca, chmur poduchy, złoto pól. Codziennie plecak pełen całkiem nowych wzruszeń. Królowe życia... To my;-)
piątek, 31 maja 2013
Ciagle do przodu i ciagle do przodu...!
Wyjazd z La Paz okazal sie wcale nie taki latwy, jakby moglo sie wydawac...
Zaczelo sie od mandatu... za sikanie za autobusem:P
Do odjazdu bylo juz bardzo blisko, wiec Agata czym predzej znalazla ustronne miejsce, a tu niespodzianka... kto by pomyslal ze na dworcu sa kamery? Siedzimy sobie spokojnie w autobusie, a tu przychodzi straznik dworcowy. Juz wiemy co sie szykuje, ale udajemy, ze nie wiemy o co chodzi. Z 50 boliwianow udalo sie zejsc do 20 i jako bonus 10 kwitkow oplaty dworcowej...:)
Ponad godzine zajelo nam wydostanie sie z samego dworca... W tym kraju maja dziwna manie ustawiania odjazdow autobusow na jedna godzine. Pozniej kolejne 1,5 h przebijania sie przez miasto.
A nasz autobus... Najgorszy z najgorszych, cisnal z zawrotna predkoscia 50km/h... Mialysmy wrazenie, ze jedziemy traktorem...
O dziwo, po 13 h godzinach jazdy znalazlysmy sie w Uyuni.
Szaro, brudno i ponuro. Pustynia.
Ale na szczescie to nie jest nasz ostateczny cel podrozy. Z przypadkowymi ludzmi wynajmujemy jeepa z kierowco-kucharzem i jedziemy...
Jakiekolwiek przejawy zorganizowania to nie do konca nasz styl... jednak widoki, jakie nam serwowano przez te 3 dni wygrywaly wszystko!
Zmieniajace sie krajobrazy: pustynie piaszczyste, kamieniste, solne, stepy, wyspy kaktusowe, roznobarwne gory, wulkany, rozmaite formacje skalne, gejzery, gorace zrodla, kolorowe laguny...
No i zwierzeta... flamingi, strusie, owce, lamy, wigonie.
No poprostu mozg rozzz...trzaskany!!!
Zaczelo sie od mandatu... za sikanie za autobusem:P
Do odjazdu bylo juz bardzo blisko, wiec Agata czym predzej znalazla ustronne miejsce, a tu niespodzianka... kto by pomyslal ze na dworcu sa kamery? Siedzimy sobie spokojnie w autobusie, a tu przychodzi straznik dworcowy. Juz wiemy co sie szykuje, ale udajemy, ze nie wiemy o co chodzi. Z 50 boliwianow udalo sie zejsc do 20 i jako bonus 10 kwitkow oplaty dworcowej...:)
Ponad godzine zajelo nam wydostanie sie z samego dworca... W tym kraju maja dziwna manie ustawiania odjazdow autobusow na jedna godzine. Pozniej kolejne 1,5 h przebijania sie przez miasto.
A nasz autobus... Najgorszy z najgorszych, cisnal z zawrotna predkoscia 50km/h... Mialysmy wrazenie, ze jedziemy traktorem...
O dziwo, po 13 h godzinach jazdy znalazlysmy sie w Uyuni.
Szaro, brudno i ponuro. Pustynia.
Ale na szczescie to nie jest nasz ostateczny cel podrozy. Z przypadkowymi ludzmi wynajmujemy jeepa z kierowco-kucharzem i jedziemy...
Jakiekolwiek przejawy zorganizowania to nie do konca nasz styl... jednak widoki, jakie nam serwowano przez te 3 dni wygrywaly wszystko!
Zmieniajace sie krajobrazy: pustynie piaszczyste, kamieniste, solne, stepy, wyspy kaktusowe, roznobarwne gory, wulkany, rozmaite formacje skalne, gejzery, gorace zrodla, kolorowe laguny...
No i zwierzeta... flamingi, strusie, owce, lamy, wigonie.
No poprostu mozg rozzz...trzaskany!!!
czwartek, 23 maja 2013
Bienvenido a Bolivia!
Pierwsze zetkniecie z Boliwia wywolalo w nas lekkie przerazenie. Totalny brak asfaltu na drogach, tony smieci i mnostwo bezdomnych psow... Noc!
Na szczescie udalo nam sie wydostac z miasta. Wyjechalysmy zaledwie kilka kilometrow poza La Paz, a znalazlysmy sie na ksiezycu! Witamy w Valle de la Luna!
Rano bylo juz zupelnie inaczej, moze La Paz nie jest zbyt urodziwe, ale ma specyficzny klimat i ciekawe polozenie (w koncu to najwyzej polozona stolica swiata).
Tu zycie na ulicach tetni jeszcze wyrazniej... Jest tu tak prawdziwie, bez turystow. Jeszcze wiekszy sajgon, jeszcze barwniej, jeszcze taniej...:P
Nos gusta!:)
A jeszcze zeby tego bylo malo, to dzis rano trafilysmy na strajk... blokujacy cale centrum.
Zegnamy La Paz, cisniemy na poludnie!:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































