niedziela, 19 maja 2013

Richu Pichu

Machu Picchu, a wlasciwie Richu Pichu, czyli pic na wode for rich people...
Ponoc najwieksza atrakcja Ameryki Poludniowej. Nie byl to jednak glowny cel naszej podrozy. Chociaz byc w Peru i tam nie pojechac bylo by chyba grzechem... Ciekawosc sprawdzenia na wlasnej skorze czy warto odwiedzic to miejsce wygrywa. Jedziemy!
Koszty wyprawy powalaja... Ale kombinujemy, pytamy, sprawdzamy.
Jest! Camino alternativo... czyli pol nocy jazdy przez zapomniane wiochy, kilka przesiadek. Potem trzy godzinny nocny spacer torami kolejowymi po dzungli.


Pozniej biegiem po wejsciowki, bo ilosc biletow ograniczona.
Jeszcze tylko milion schodow do pokonania, by przekonac sie ze to nie dla nas...
Machu Picchu nie zachwyca... Pogoda tez.

Dobra mina do zlej gry...

2 komentarze:

  1. Ło ho ho! Agata, gdzie Ty jesteś? To było do przewidzenia, że w końcu Cię wywieje gdzieś na drugi koniec świata :P Czuję się jak na zajęciach u Podgóra normalnie jak to czytam! Piszcie, piszcie, trzymam kciuki! Mam nadzieję, że w końcu traficie na coś dla Was ;) ~Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to już bywa, że te największe atrakcje bywają średnie, dlatego Moskwę ciągle omijam niewielkim, bo 100-200 kilometrowym łukiem ;) Ale ale trzygodzinny spacer po torach jest zawsze bardziej wartościowym wspomnieniem niż podjechanie autobusem pod sam szczyt.
    Bawcie się dobrze i zobaczcie wszystko, co jest tego warte!
    I uważaj na pająki, moje dziecko ;)
    Agata

    OdpowiedzUsuń