środa, 22 maja 2013

Pozegnanie z Peru

Wyjedzamy z Peru, ale jeszcze tu wrocimy... Nie ma innej opcji!
Czas na male podsumowanie...

O jedzeniu
Chyba niedlugo wyrosna nam skrzydla, bo niemalze codziennie wpierdzielamy kurczaka pod roznymi postaciami. Jest to tutaj najpopularniejsze mieso.
Ceviche- nie jestesmy wielbicielkami owocow morza, dlatego ten peruwianski przysmak akurat nam nie podchodzi.
Ale ogolnie jedzenie jest calkiem smaczne i bardzo tanie (ok 7-8 zl) za obiad skladajacy sie czasami nawet z pieciu czesci: zupa, przystawka, II danie, deser i chicha morada (ichniejszy kompocik).
Nie chodzimy glodne:)! Nie oplaca sie w ogole kupowac jedzenia w marketach, na ulicy mozna zjesc smaczniej i taniej.



O bezpieczenstwie
Tak nas straszyli... a czujemy sie tu calkiem jak w domu. Mamy oczy szeroko otwarte, ale poki co (odpukac!) nie spotkalysmy sie z zadnymi nieprzyjemnymi i niebezpiecznymi sytuacjami.
Duzo mniej komfortowo bylo podczas naszej wspolnej wyprawy do Maroka, gdzie bylysmy nagabywane przez mezczyzn na kazdym kroku.
Tu mamy (wzgledny) spokoj!

O ludziach
Ludzie sa tutaj przyjazni, sympatyczni i bardzo pomocni... Zagaduja, pozdrawiaja. Milo:)
I naprawde jest tu tak kolorowo. Nie myslalysmy, ze az tak duzo ludzi bedzie chodzic w swoich tradycyjnych strojach.
Ludzie gotuja na ulicy, jedza na ulicy, zyja na ulicy! Jest klimat!


O mezczyznach
Hmm...
Ciezko to opisac, ale chyba robimy troche zamieszania swoja obecnoscia tutaj.
Zdarzyla sie sytuacja, ze najlepsi przyjaciele pobili sie o nas z zupelnie blahego powodu.
Mozemy wiec z cala pewnoscia stwierdzic, ze Peruwianczycy to straaaaaszni zazdrosnicy. Ale sa tez bardzo opiekunczy, dbaja o nas najlepiej jak moga.
Sytuacja- Wieczor. Blakamy sie z plecakami po miescie, majac kilka godzin do odjazdu autobusu. Przypadkowo poznany czlowiek w ramach zdobycia zaufania podaje nam swoj telefon z wykreconym numerem na policje, zebysmy sie niczego nie obawialy w jego obecnosci. Zabiera nas na obiad, nosi nasze bagaze, udziela cennych informacji o swoim kraju, odprowadza nas do samego autobusu i czeka na odjazd. Ruszamy... A on? Ciagle podaza za autobusem, nieustannie machajac. Az dziwne, ze nie kupil biletu;)

O spaniu
Duzo przemieszczamy sie noca, wiec kilka noclegow odpada. Couchsurfing tutaj tez dziala, choc tylko w wiekszych miastach. Czasami zdarza nam sie spac w tanich hostelach.
Namiot nowka-sztuka, niesmigany, ale to moze na zdrowie, bo noce sa tu cholerrrrnie zimne!

O komunikacji
Jak juz wczesniej wspominalysmy, korzystamy z niej sporo, autobusy sa mega tanie i w porownaniu z polskimi, o wiele bardziej komfortowe. W miastach poruszamy sie zazwyczaj pieszo, ale zdaza nam sie jezdzic taksowkami, ktore nie zawsze sa oficjalne, troche jak platny stop w miescie (cena ok 3-4 zl).


Nie bylysbysmy soba, gdybysmy jednak nie sprobowaly... Mimo ze wyszlo to zupelnie przypadkowo... I przeszlysmy probe cierpliwosci uzerajac sie z  kierowcami busow i taksowek, ktorzy nie kumali o co nam chodzi. Juz wydawalo sie, ze w tym kraju nikt nie rozumie tej idei. Az niemozliwe stalo sie mozliwe! Udalo sie! Zlapalysmy STOPA... az do samej granicy z Boliwia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz