niedziela, 19 maja 2013

Auto... auto... autobusy

Z wielkim zalem musimy przyznac, ze sa glownym srodkiem naszych przemieszczen.
Autostop jest tu stanowczo odradzany ze wzgledu na napady i kradzieze. Nie ryzykujemy...
Odzwyczajone od publicznej komunikacji czujemy sie dziwnie. Zamkniete czasami po kilkadziesiat godzin nie wiemy co ze soba zrobic...
Meczace to wszystko... sprawdzanie godzin odjazdu, szukanie dworcow, czekanie.
Ale w sumie bywa tez wesolo... Handel kwitnie, full serwis... a to pani sprzedaje owoce, inna herbatke z koki,  kolejna wchodzi z pieczonymi kurczakami, mozna tez kupic krzyzowki. Juz by sie wydawalo, ze za chwile odjazd... ale nie, jeszcze czas na kabaret... Do autobusu wchodzi mezczyzna, cos gestykuluje, nawija, wszyscy sie smieja. Pozniej rozdaje cukierki i zbiera drobne od pasazerow. Istny cyrk... Po godzinie opoznienia w koncu ruszamy!


W ten wlasnie sposob, najtanszym, najmniej wygodnym autobusem, z samymi lokalsami docieramy do Cuzco.

Z naszym gospodarzem

Calkiem tu przyjemnie, klimatycznie, choc jest tu troche turystow, w koncu to baza wypadowa do Doliny Inkow. Jest tez wysoko, miasto lezy na 3400 m n.p.m. co skutkuje bolem glowy i gorszym samopoczuciem. Z pomoca przychodzi medycyna naturalna, czyli ogolnodostepne tu liscie koki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz