poniedziałek, 13 maja 2013

Droga do...

Droga do Paryza przebiegla nam calkiem lekko i przyjemnie.

Okazalo sie ze niemieccy kierowcy ciezarowek tez potrafia nagiac swoje surowe zasady i przewiezc przez pol Niemiec.
Poczulysmy tez troche wschodu na zachodzie, zajadajac tureckie specjaly i popijajac czajem, a wszystko dzieki goscinnosci kolejnego drajwera- Turka:)

W drodze do...
Ogolnie pozdrawiamy wszystkich kierowcow, ktorzy nas wiezli, a w szczegolnosci tych polskich:)

Paryz nie powital nas zbyt serdecznie...
Ale jak w kalejdoskopie z bezdomnych dzieci metra, stalysmy sie goscmi przemilego i wrecz nadopiekunczego Francuza:)

Z naszym hostem
Ach ten Paryz...
Oczywiscie ze nie przyjechalysmy tu zwiedzac. Jak zawsze pod prad... uciekalysmy przed plaga turystow.
No dobra...pod wieza Eiffla kapelusze tez byly:)


Poszwedalysmy sie troche po Montmartre, wczuwajac sie w klimat artystycznego Paryza, chociaz nasza ulubiona dzielnica okazala sie lezaca juz poza granicami miasta dzielnica grafficiarzy i dealerow;)


Droga na lotnisko dostarczyla nam wiele stresu. Tak bardzo sie nie spieszylysmy, ze ledwo zdazylysmy na samolot.
Stloczone w kolejce podmiejskiej jak sardynki w puszczce, odliczalysmy kazda minute do odlotu.
Udalo sie! Takze... czas na nas.
Zegnaj Europo! Witaj Ameryko:)!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz