niedziela, 9 czerwca 2013

Droga do Chile

Droga do Chile zajela nam 2 dni, mimo ze nie bylo to zbyt daleko... na mapie.
Znow tereny pustynne, gorzyste...

O 15 ruch ciezarowek zanikl, a osobowki jezdzily tylko po kilka kilometrow. Tym sposobem utknelysmy na noc na pustyni.
My, namiot, 4000 m n.p.m i -15 stopni...
To byl hardkor!
Poubierane we wszystkie cieple ubrania, popijajac ferneta, ogrzewajac sie swieczkami i kuchenka cudem przetrwalysmy do rana...
Niesamowitym elementem nocy na pustyni sa gwiazdy... takiego nieba nie ma nigdzie! Warto:)

Rankiem los sie odmienil i na stopa zabral nas przekochany kierowca z Paragwaju. Przejety naszymi siorbajacymi nosami zaaplikowal aspirynke, poczestowal sniadaniem i tak pol spiaco- pol zwiedzajaco dotarlysmy do Chile...


¨Z odwaga w sercu, z duma na twarzy, czy dobrze bylo czy zle... Gdzie swiat szeroki, droga daleka,  pod dachem utkanym z gwiazd. Ksiezyc byl kumplem, glod byl kolega, tak przewedrowal sto miast...¨

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz