Ostatni nasz rejs autobusowy, ostatnie miejsce w Peru. Wrocilysmy znow do stolicy... i mamy troche inne, swieze spojrzenie na to wielkie miasto...
Oczywiscie na pierwszy rzut, problemy... z miejscem do spania. Mialysmy dziesiatki zaproszen na CS, a jak przyszlo co do czego to zostalysmy na lodzie... a to problem z telefonem, a to ktos wyjechal, a to ma akurat gosci...
Pierwszej nocy bylysmy wiec zmuszone isc do hostelu. Najsmieszniejsza byla droga do niego...
Nie moglysmy znalezc adresu, wiec zapytalysmy starsza parke, a oni tak sie zaangazowali, ze zawolali syna i rozprawiali dobre 20 min nad tym, gdzie dokladnie mamy isc. W koncu im sie przypomnialo, ale stwierdzili, ze w tamtych okolicach nie jest zbyt bezpiecznie i postanowili nas odprowadzic. Tak wiec szlysmy tam z obstawa calej rodziny... Przemili:)
Drugiej nocy udalo nam sie znalezc hosta i przenioslysmy sie do bezpiecznej dzielnicy:)
Poznalysmy troche nocne zycie miasta, spotkalysmy sie rowniez z bardzo sympatyczna rodaczka, mieszkajaca w Limie. Jej maz Peruwianczyk znal troche polski, takze smiechu bylo co niemiara gdy zapytal czy w naszych miejscowosciach jest Biedronka, bo jesli tak to pewnie sa na mapie..:P
Zrobilysmy tez ostatnie zakupy, pozegnalysmy sie z Pacyfikiem...
Poszlysmy jeszcze na ostatnia impreze, zeby wykorzystac nasze ostatnie chwile w Ameryce Poludniowej na maksa i niekladac sie wcale spac... ruszylysmy z samego rana na lotnisko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz