niedziela, 9 czerwca 2013

Ujuuuuujuj!!!

Na poczatek San Pedro de Atacama. Oaza w srodku pustyni.
Rowerowo!


Mamy juz troche przesyt pustyni i gor.
Zachcialo nam sie morza, wiec w droge...!
Ale nie ma lekko...:)
Zycie autostopowe, przygody, przygody, morze poczeka...

Zaczelo sie od niewinnego piwka nad rzeka...
Potem spontaniczne zaproszenie na barbeque i tance latynoskie dookola samochodu. A skonczylo sie na chacie u znajomego naszych nowych znajomych. Gospodarz imprezy, przemily ziomek o odmiennej orientacji, od razu pokochal nas jak siostry. Odstapil nam nawet swoja sypialnie... I tak wlasnie spedzilysmy noc wsrod lalek Barbie:)



Oj dzialo sie, dzialo!

O stopie w Chile.
Lapie sie tu latwo, chociaz czasem jest problem ze slabym ruchem na drogach.
Dystanse sa bardzo duze. Bywa ze przez 150 km nie ma nic, nawet stacji...
Za to nie ma problemu z tym czy w kabinie jest 2 czy 5 osob.
Zabieraja!

W ogole to podrozujemy bez mapy, bo jej zywczajnie nie posiadamy...
Raczej docieramy tam gdzie chcemy... Raczej, bo zdarzylo sie ze przysnelysmy, a gosc zapomnial nas wysadzic i wyladowalysmy 200km za daleko... Ale nie wracamy sie, bierzemy co daje nam los:)


Caly czas do przodu:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz