Doznalysmy nowych smakow...
Okazalo sie, ze Peru oferuje o wiele bogatsza kuchnie niz tylko kurczak, ktory wczesniej przebywajac tu ciagle jadlysmy. Probowalysmy mieso z lamy i alpaki, rozne rodzaje pysznych ryb. Byla tez opcja zjedzenia swinki morskiej, ale jak dowiedzialysmy sie o tym, ze podaja ja w calosci wraz z oczyma i pazurami... spasowalysmy!
Pozniej byla Ica...
W drodze z Arequipy serwowali nam tak piekne widoki z okna autobusu, ze az chcialo sie wyskoczyc!
A Ica? Calkiem sympatyczna, znana glownie z winiarstwa.
Mialysmy okazje byc wlasnie w winiarni. Zapoznalysmy goscia, ktory tam pracowal, wiec za darmo nas oprowadzil... i moglysmy sprobowac kazdego trunku:)
Oprocz tego odwiedzilysmy male miasteczko-oaze na pustyni - Huacachine, znajdujaca sie zaledwie 5 km od Ici i pobawilysmy sie troche na piasku, probujac po raz pierwszy w zyciu sandboardingu. Taka przyjemnosc zaledwie za 3 sole (3,60 zl), bo tyle kosztowalo wynajecie deski...
Majac wciaz niedosyt plaz, odwiedzilysmy jeszcze jedno miejsce, ktore polecil nam znajomy Peruwianczyk - Paracas. Niestety miejscowosc okazala sie byc dla nas lekkim niewypalem...
Skomplikowany dojazd, a po dotarciu... wszyscy atakowali nas propozycja zorganizowanego rejsu na jakas wyspe z fokami i pingwinami. Srednio nas to fascynuje, wiec zdecydowanie odmawialysmy, ale nie dawali za wygrana... Po 2 godzinkach sie stamtad zwinelysmy, bo ilez mozna mowic "Nie, nie chcemy, dziękuje!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz