poniedziałek, 24 czerwca 2013

Samoloty, smuty... powroty

A na lotnisku... Juz po zdaniu bagazy, przy odprawie paszportowej, nagle slyszymy swoje nazwiska...
Zrobilo nam sie goraco, stres... No to pieknie, pewnie nam cos podrzucili...
Na szczescie sie okazalo, ze to tylko niedozwolony gaz, ktory wczesniej bez zadnego problemu wwiozlysmy do Ameryki Poludniowej. Tak czy siak, przez nasze problemowe bagaze, lot sie troche opoznil... ale ostatecznie odlecialysmy do Brazyli...

Sao Paulo, a wlasciwie tylko lotnisko nieopodal tego ogromnego miasta, to ostatnie miejsce w Ameryce Poludniowej, w jakim jeszcze chwile pobylysmy. Kilka godzin do kolejnego lotu spedzilysmy na stacji benzynowej (nie lubimy nudzic sie na lotniskach;)... i byly to bardzo przyjemne godziny... Oczywiscie nie siedzialysmy na stacji same, mialysmy okazje poprzebywac jeszcze z tubylcami, ktorzy przychodzili tam po pracy na piwko. Nie nudzilysmy sie wcale...

Po nocnym locie, obudzilysmy sie spowrotem w Europie. Londyn.

I uderzyl nas ten zachod strasznie... Wszystko tak oficjalnie, wszystko na nie, wszyscy maja cie w nosie, radz sobie sam... Plecakow w sklepie na czas zakupow nie mozemy polozyc, bo napewno mamy bombe... wszystko dla bezpieczenstwa!
Na szczescie bylysmy tam tylko parenascie godzin, i juz Polska, i juz dom!

I wydawaloby sie ze humory nam sie poprawia,w koncu troche sie stesknilysmy, ale dopadl nas jet lag, i to bylo najgorsze co moglo nam sie przytrafic chyba. Takiego zmeczenia pomiesznego z dolem chyba nie mialysmy nigdy!

Ale juz powoli wracamy do normalnosci, do rzeczywistosci...

Chociaz nie jest lekko... Przygoda z Ameryka sie niestety skonczyla, zbyt szybko. Te kilka tygodni, mimo ze bardzo intensywne, to naprawde niewiele, chcialoby sie wiecej i wieceeeej, dluzej i dluuuuzej. Ale liznelysmy jej troche i zdazylysmy sie zakochac, takze jedno jest pewne - MY TAM JESZCZE WROCIMY!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz